Niczym ptak wielki i w nocy koronie,
Wzlatuje anioł ku nieba przestworzom,
Z tęsknoty za Nią, słone łzy uronię,
Gdy wróci, radości wrota się otworzą,
Przez chmury wznosi się ku niebu,
Czarne jej skrzydła, księżyc przesłaniają,
Ludzie się boją, że ich mrok pochłonie,
„To anioł śmierci, leci” powiadają,
Gdy wzniesie się już ponad chmury,
I gdy sklepienia dotknie niebieskiego,
Jej oczy, niczym gwiazdy świecą,
Na świecie nie ma nic już wspanialszego,
Jej włosy niczym noc najczerńsza,
I delikatne jak poranne mgiełki,
Gdy twarz w nie wtulam czuję się tak błogo,
Odchodzą w dal, me wszelkie lęki,
Jej dłonie, pierś mą dotykają,
A pocałunki pełne są miłości,
Jej ciało, posąg doskonały,
Twarzy nie niszczą żadne bruzdy złości,
Jej słowa leczą wszystkie smutki,
Gdy trzeba oddam za nią życie,
Jej szczęście dla mnie najważniejsze,
Jej uśmiech widzieć chcę o świcie.
piątek, 5 marca 2010
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz