Sentenza Di Morte (wiersze klanowe)

Przecież aniołki Cię potpatrują by mieć dobre przykłady,
I wszyscy w koło Cię uwielbiają,
Nikt nie chce z Tobą mieć zwady,
Nawet nasz Cesarz pada Ci do stóp,
Poddaje się twoim urokom,
I każdy z mężczyzn którzy Cię widzą,
Kieruje na Ciebie swe oko,
A kiedy już ktoś, pozna Cię bliżej,
To pada na kolana,
I myśli o tobie całymi nocami,
I chce byś go pokochała,
Niejeden w szaleństwie już przepadł na zawsze,
Niejeden w szaleństwo te wpada,
A ty nieświadoma wciąż idziesz pr
zed siebie,
Za tobą wariatów gromada.

____________________________________
Stoimy wszyscy razem w szeregu,
Jeden za wszystkich i wszyscy za niego,
Ja pokojowo nastawiony,
We wszystkie świata spoglądam strony,
Jeśli gdzieś jednak dojrzymy wroga,
To kara śmierci będzie wysoka,
J w wielkiej bitwie go rozniesiemy,
Jeśli jest mały w glebę wdepczemy,
A każdy będzie to dobrze wspominał,
Bo między nami braterstwa jest siła,
Każdy przyjaciel, każdy pomaga,
W oczy jednego, wszystkim zniewaga,
Skrzywdzisz jednego, reszta odpowie,
Za każdym z naszych, pójdziemy w ogień,
Piękne kobiety, wielcy twardziele,
Do szczęścia nam nie potrzeba zbyt wiele,
My chcemy po prostu spokojnie żyć,
No może czasem skopać wam rzyć,
Nadzwyczaj cenimy sobie porządek,
My zawsze pierwsi, za nami was rządek,
Gdy my mówimy, wy nas słuchacie,
A gdy straszymy, robicie w gacie,
Nad nami czuwa Wspaniała Rada,
Banshee, Aylendras który coś gada,
Wspaniała Lilith,
Mądry Matheo,
Handlarz Maniutek,
Ktoś jeszcze?
Nie no!
Wśród nas jest jeszcze wielu wspaniałych,
Kilku poważnych, kilku nieśmiałych,
Niewinna Zizu, genialny Ja,
Kończyć mi trzeba,
Bo szkoda dnia.

___________________________________________
Dwie wielkie armie, stanęły przeciwko sobie,
Ja skromny poeta, historię tę wam opowiem,
Po jednej stronie stali, gotowi by w boju polec,
Za chwałę i sprawiedliwość, Sentenzy waleczni wojowie,
Po drugiej ich przeciwnicy, barbarzyńskie plemiona,
Pod Edków sztandarem zebrane, w chaosie hołota złączona,
U Banshee panował porządek i ład i dyscyplina,
Kojot nie szczędził bata, by ludzi swych w ryzach trzymać,
Na wzgórzach stali magowie, przygotowując swe czary,
Za hordą barbarzyńców, składano krwawe ofiary,
Maniutek sprawdzał szpitale, szamani zioła mieszali,
I oto rozpoczął się atak, Edowie do boju ruszali,
Wrzask był niesamowity, rozgardiasz nieplanowany,
W szeregach naszych niepokój, po chwili wiele strachu,
Gdyż daleko przed nami, dostrzeglim burzę piachu,
W cieniu jej straszne potwory, golemy, ogniste ptaki,
Niczym następna armia, stworzone przez diabła dziwaki,
Nagle nad nasze oddziały, wzbiły się piękne anioły,
Wśród nich był najśliczniejszy, mroczny i całkiem goły,
W dłoniach trzymały miecze, tarcze i topory,
I pomknęły na wroga, niczym na zwierza psy sfory,
Pozostał tylko ten jeden, zachwiał się, nagle spadł,
Żołnierze go szybko podnieśli, lecz on znów sobie siadł,
Lecz oto, barbarzyńcy, byli już blisko nas,
Nad nami, zamieniony w strzały, przeleciał cały las,
Łucznicy pod wodzą Banshee, strzelali tak daleko,
Nie byli w pobliżu nigdy, tym razem gdzieś za rzeką,
I padło wielu wrogów i nadszedł teraz nasz czas,
Wiedźmini i wojownicy, Matheo prowadził nas,
Wbiegliśmy w wroga szeregi, a krew moczyła nas,
Przez rany wtedy zadane, niejeden padł na twarz,
Lecz musieliśmy wytrwać, gdyż walka trwała nad nami,
Mieczami broniliśmy, magów za naszymi plecami,
Gdy szybko zerknąłem na niebo, dostrzegłem barierę z mgły,
Magiczne pociski wchłaniała, jak rękaw wchłania łzy,
Spostrzegłem wysoko nad nami, krąg magów w nim Ayledras\'a,
To oni trzymali barierę, więc wielka jest moc nasza,
A cóż to? Przez barierę przedarły się żywiołaki,
Czy losem naszych magów, miał być upadek taki?
Nie wiedząc co mam robić, sieknąłem topornika,
Głowa spadła mu z karku, zbyt wolno ciosu unikał,
Lecz było ich za dużo, choć padły diabelskie potwory,
Wtem usłyszałem szum skrzydeł, spojrzałem to anioł nasz goły,
Leciał on z furią w oczach i bukłakiem pod pachą,
A to co się potem stało, nie było zasługą naszą,
Athia minęła nas szybko, wleciała pomiędzy wrogi,
Jedyne co zobaczyłem, jednemu jak cięła nogi,
Potem już tylko trupy, ziemię wszem zaścieliły,
A my po całej bitwie, podziwialiśmy jej siły,
Gdy barbarzyńcy polegli, poszliśmy na obóz wroga,
Spojrzałem jeszcze na magów i wielka chwyciła mnie trwoga,
Bo bezbronni magowie, trzymając świętą barierę,
Byli zbyt blisko żywiołów, pomóc nie mogło im wiele,
Wtem nagle zza rzeki, jak burza, leciały dwie piękne postacie,
To były Banshee i Lilith, obie na pewno już znacie,
Banshee stu magów kręgu, tarczą magiczną okryła,
A Lilith żywiołakom, od razu żywot skróciła,
Lecz widok to był wspaniały, jej oczy ogniem płonęły,
Policzki zawsze rumiane, pod bielą się zamknęły,
Z jaj laski strzelały pioruny, z dłoni ogniste kule,
I gdybym nie widział jej potem. jak wita nas bardzo czule,
Znów z swymi pięknymi oczkami i rumianym dość licem,
To przysiągłbym w czasie walki iż widzę czarownicę,
Reszta to była formalność, oczyścić obóz wroga,
Opatrzyć wszystkich rannych, bo bitwa była sroga,
Zrobić wielkie przyjęcie, napisać ten poemat,
Kojot po walce uciekł i już Kojota nie ma."

__________________________________________





Kochanie moje,
Wspaniale mi pod tobą,
Bo ty tu jesteś,
Najpiękniejszą ozdobą,
Lecz kiedy pomyślę,
O tym stadzie członków,
To dziwnie się robi,
I chcę iść na słonko.
_______________________________________
W naszej rodzinie i ty i ja,
Banshee nad nami pieczę ma,
Aylendras pilnuje tutaj porządku,
Zizu wekuje mikstury we wrzątku,
Lilith papiery finansowe gubi,
Arthia woła że winko wciąż lubi,
Maniutek zarabia wielkie góry kasy,
Matheo po walce czyści adidasy,
Nightmare nas wielce straszy po nocach,
Lucyinde wyjechała i zabrała nam koca,
Zeratul mówi że mam krzywo w głowie,
A Grixis cosik robi, lecz co nikt się nie dowie.
_______________________________________
Siedzę sobie w forum sam,
Nikt nie pisze, doła mam,
Co ja zrobić mam ze sobą,
Idzie nocka z nóżką zdrową,
Zaraz wkopie mnie do łóżka,
Ta stetryczała staruszka,
Czy ktoś cosik powie mi,
Czy ta nuda mi się śni,
Czy na forum wejdzie ktoś,
Czy to będzie łysy łoś,
Nikt mi na to nie odpowie,
Mam pomysła, wiem co zrobię,
Wezmę i index odświeżę,
Może wpadli tam żołnierze.
___________________________________
Idzie sobie człowiek z boku,
Jak cień zwinny, skryty w mroku,
Jego oczy wciąż się mrużą,
Wypatruje chmur przed burzą,
Informacja to jest towar,
Szpieg formacja jest handlowa,
Gdy grosz sypniesz, szpieg się trudzi,
A gdy skończy, raport zrzuci,
I już wszystko wiesz kolego,
O kochance Kowalskiego,
O tym że się Nowak nudzi,
Że Kwiatkowski wciąż marudzi,
Nowakówna sypia z bratem,
Malinowski jest wariatem,
Sąsiad z góry coś popija,
A sąsiadce puchnie szyja,
Znasz projekty ustaw w sejmie,
Kto kogo ze stołka zdejmie,
Wiesz czy wróg twój ma rodzinę,
Czy pieprzyłeś mu dziewczynę,
Czy się będzie mścić na tobie,
O tym wszystkim szpieg Ci powie
______________________________
Dla Arthii


Wszyscy o tym dobrze wiecie,
Że aniołki są na świecie,
Jedne duże, drugie małe,
No i wszystkie całe białe,
Jak świat długi i szeroki,
Białe jak śnieżne obłoki,
Białe rączki, białe nóżki,
Białe skrzydła i kapciuszki,
Zawsze czyste, zawsze białe,
Włoski, ząbki doskonałe,
Lecz mówił jeden przechodzień,
O niewidywanym co dzień,
O aniele czarnym, mrocznym,
Niebezpiecznym choć uroczym,
Rozkazów on nic nie słucha,
Mroczne ciało ma i ducha,
Walczyć umie, niszczy światy,
A jest gładki, nie kosmaty,

Za namową przyjaciela,
Szukałem go co niedziela,
Aż przypadkiem w pięknej stronie,
Znalazłem go, anioł płonie,
Spotkałem go po libacji,
Siedział sobie w ubikacji,
Lecz nie zamknął drzwi od środka,
Ja otwieram, A ta psotka,
Jak nie kopnie, jak nie drapnie,
Się już wojak każdy skapnie,
Że nie była to zabawa,
Ciałko małe, siła draba,
Robię unik, drzwi zamykam,
Znikam w lesie, szybko zmykam,
Z życiem uszłem z tej przygody,
Bom jest sprinter dosyć młody,
J choć mocnom się poczochrał,
Nic mi nie jest, bądź spokojna.
______________________________
Opowiem wam pewną historię,
Legendę pewnego poety,
On duszę miał artysty,
Toporem rozgniatał czerepy,
W czas jednej ze swych podróży,
Nocował w ogromnej puszczy,
Daleko od małych wiosek,
I smrodu niemytej tłuszczy,
Na małej polance stał obóz,
W pobliżu czystego strumyka,
Bard usiadł na kamieniu,
W ciszy swą fajkę pykał,
Po chwili wpatrzony w ognisko,
Wyciągnął z kieszeni fujarkę,
Gdy zagrał nań pierwsze nuty,
Dźwięk roztoczył swą bajkę,
Las szumiał mu w takt muzyki,
Wilk w lesie siadł zasłuchany,
Płomienie w ognisku tańczyły,
Stawały się postaciami,
Tańczyły w płomieniach wesoło,
Jakby słyszały muzykę,
Zbliżały się, oddalały,
Trzask iskier był niczym śpiew syren,
Czas mijał, muzyka magiczna,
Ognisko ciągle płonęło,
Wtem wokół cisza nastała,
Nawet wiatr w liściach nie dął,
Grał teraz nową melodię,
Bard dmuchał mocniej w fujarkę,
Z ogniska wzbił się snop iskier,
Wokół znów czuć było magię,
Teraz szalała wszem burza,
Wokół waliły pioruny,
Płonienie w ognisku płonęły,
Tym razem widać w nich góry,
Na górach biegały kozice,
Szczyty pokryte śniegiem,
W dolinach rosły łąki,
Orły latały pod niebem,
Bard grał, drzewa słuchały,
Z ciemności padały spojrzenia,
I całe życie lasu,
Zerkało w te przedstawienia,
Żar był coraz mocniejszy,
Płomienie sięgały pod niebo,
Ogień ogarnął grajka,
On był spokojny jak drzewo,
Tworzył wciąż piękną melodię,
Płomienie muskały mu ciało,
Ogniki tańczyły wesoło,
Bardowi nic się nie działo,
Postacie tańczyły wciąż szybciej,
Zmieniały w świetliste smugi,
I nagle wszystko zniknęło,
I zapadł spokój błogi,
Leżała kupka popiołu,
A w niej magiczna fujarka,
Nie było śladu obozu,
Ogniska, ani grajka,
I tylko czasem się słyszy,
W lasach przepiękne granie,
To wspomnienie muzyki,
Za wszystko, szczęście co daje.
_____________________________________
Jesienne Ognie cz.1

Historia tej dziewczyny,
Drugi początek ma taki,
Znaleźli ją na ulicy,
Zanieśli zmarzniętą do chaty,
Czternaście lat hodowali,
Zginęli z łapy potwora,
Została znowu sierotą,
Smutna to była dola,
Została najemniczą,
Wynajmowała swe miecze,
Ścigali ją magowie,
Dlaczego wnet się dowiecie,
Lecz teraz wam opiszę,
Tego co ścigał ja teraz,
Lat cztery się wymykała,
Oj zdolna była cholera,
Siedziała pewnego razu,
W karczmie, a z nią myśliwi,
Drzwi karczmy się otworzyły,
Stanął w nich człowiek niemiły,
Włosy koloru srebra,
Dwadzieścia latek na karku,
Oczy w różnych kolorach,
Płaszcz magów zwisał mu z barków,
„Chodź walczyć ze mną potworze,
Tym razem mi nie uciekniesz,
Barierę tu postawiłem,
Wyłaź bo zaraz się wścieknę”
Tak wołał idiota po sali,
Rey cicho wśród ludu siedziała,
A właśnie tak brzmiało jej imię,
Na dworze wataha szczekała,
Mag słysząc wycie widmowe,
Za skrajem wioski kawałek,
Wybiegł szybko z gospody,
Słychać jak gdzieś rzucił czarem,
Rey wyszła po nim chwil parę,
Przy studni go zobaczyła,
Walczył z siedmioma feyrami,
Lecz bez ogara nie strzymał,
Widmowe szczęki go gryzły,
Ciało mu rozrywały,
Rey wydała komendę,
Psy atakować przestały,
Wysłała stwory do domu,
Jednego zostawiła,
Uklękła na chwile przy magu,
Czy jeszcze żyje sprawdziła,
Zaniosła do wnętrza karczmy,
Na stole położyła,
I razem z myśliwymi,
Rany mu opatrzyła,
Po chwili się okazało,
Że rany zatrute zostały,
Psy gryząc maga po ciele,
Trutek mu wiele wstrzykały,
Jeden z myśliwych był magiem,
Powiedział że Rey ma lekarstwo,
W jej krwi jest antidotum,
I to nie było kłamstwo,
Dziewczyna choć bardzo niechętnie,
To szyję nadstawiła,
I choć cierpiała okropnie,
Swą krwią maga poiła,
Potem się pożegnała,
Ruszyła do Wołogrodu,
Mag kilka dni później,
Miał za nią gonić znowu.
_____________________________________
Idę sobie polną drogą,
Trawy złapać mnie nie mogą,
Idę sobie borem lasem,
Wokół ciemno będzie czasem,
Idę traktem w Askalonie,
Ludzi nie znam od nich stronie,
Wchodzę za malutkie drzwi,
Się Sentenzy światło tli,
Czuję się tutaj jak w domu,
Nie wadzę tutaj nikomu,
Wszyscy dla mnie jak rodzina,
Grix to chłopiec, Ban dziewczyna,
Każdy wita mnie wesoło,
To jest właśnie nasze sioło.
___________________________________-
Ayumi jest złodziejką, no i okrada swe cele,
Niejeden z powyższych celów by ją ukarać dał wiele,
A ona wciąż się wymyka, czaruje swym pięknym ciałem,
Ja tez ją kiedyś goniłem, lecz złapać jej nie umiałem,
Teraz więzi ją Grixis, pęta miłości więzami,
Choć jak historia nam mówi, poprzedni tacy skonali,
Po każdym z nich rok żałoby, rok bólu, łez i cierpienia,
A w świecie naszej złodziejki, rok to dwa krótkie westchnienia,
Idzie przez życie beztrosko, nikt jej się nie postawi,
Ostatnio zniszczyła strażnika, bo się jej przeciwstawił,
Teraz ma wiele skarbów, w wieży Grixisa je trzyma,
I nawet biednego Azorka, z pościeli tam wypędziła,
Truposzek lata po wieży, zamiata pajęczynki,
Ayumi rzuca rozkazy, raz chce przyjęcie, raz drinki,
Tak sobie żyje ta elfka, więc pewny bądź w Askalonie,
Że jeśli sakiewki nie znajdziesz, to cieszą się teraz jej dłonie.
___________________________________
Był razu pewnego, Truposzek straszliwy,
Nie miał ani skóry, ani włosów grzywy,
Jego oczodoły świeciły pustkami,
A jego paluszki, miotały czarami,
Chodził tak po świecie, strasząc wszystkich ludzi,
I było mu przykro że grozę w nich budzi,
Nie miał on przyjaciół i nie mówił mamie,
Że do końca świata, chyba sam zostanie,

Lecz razu pewnego, idąc sobie drogą,
Napotkał na Ayu, złodziejkę ubogą,
Ona bardzo mocno sakwę zwędzić chciała,
Lecz w strażnicze czary, mocno się wplątała,
Grixis był dlań miły i obiecał wtedy,
Że uwolni Ayu i wyciągnie z biedy,
Jeśli ona co dzień będzie go spotykać,
Sprawi że samotność zacznie z życia znikać,
Ona się zgodziła i na to przystała,
Choć tak szczerze mówiąc, trochę się go bała,
Lecz mijały lata, oni się poznali,
I w karczmie przy piwie częstokroć się śmiali,

Tak razu pewnego w karczemnej libacji,
Grix zebrał odwagę i ruszył do akcji,
A że Ayu wtedy dość mocno się spiła,
To na ślub z Truposzkiem, chętnie się zgodziła,
Świtu następnego, budzą się oboje,
Oni razem w łóżku, za łóżkiem ich stroje,
I nikt tego nie wie, jakże to się stało,
Że Grixis beż ciała, zaspokoił Ayu,

Dzięki swojej żonie, Grixis poznał ludzi,
Wstąpił do Sentenzy i w wrogach strach budził,
Zdobył tam przyjaciół i nie trzeba wiele,
By sobie popili, z piątku na niedzielę.
_______________________________________
Idę po lesie, a wiekowe drzewa,
Opowiadają mi dawne historie,
O innych ludziach innych czasach,
Ładzie, chaosie, pokoju i wojnie,
Słyszę o stworach, ogromnych jak góry,
O ludziach zamieszkujących jaskinie,
Siłach natury niegdyś tak potężnych,
Cywilizacjach z których wiele ginie,
Poznaję dzieje bohaterów,
Tych znanych i tych zapomnianych,
Ich wielkie czyny, bolesne upadki,
Wspaniałe historie o drodze do chwały,
Czas płynie wolno, słucham opowieści,
Ich magia głaszcze moją duszę,
Nagle z oddali Aniołek mnie woła,
Szybciutko wstaję i gnać do niej muszę.
_____________________________________
Z dalekiej podróży, z krain obfitości,
Wędrowiec wraca w swe rodzinne strony,
Wiele tam doznał i wiele zobaczył,
Poznał opowieści wiele niestworzonych,

Walczył z wieloma różnymi bestiami,
Całował bardzo wiele kobiet,
W przydrożnych karczmach pił z wojownikami,
Często też sypiał gdzieś w przydrożnym rowie,

Zyskał przyjaciół, znalazł kilku wrogów,
Twarz ogorzałą wyniósł z tych podróży,
Kilka blizn nowych zdobi jego ciało,
Niektóre po ranach na które zasłużył,

Zblakły tatuaże zdobiące mu ciało,
Oczy straciły już młodzieńczy poblask,
Włosy kruczoczarne srebro ozdobiło,
Starość go dogania, zbliża się doń co dnia,

On się już domyśla, ma coraz mniej czasu,
Więc spisuje w pieśniach, swoje opowieści,
Chce być pamiętany, przekazać swą wiedzę,
Woj co został bardem, baśnie w słowach mieści,

I gdy siada w karczmie i piwo popija,
Opowiada innym wspaniałe historie,
Kiedy do zobaczysz, przysiądź się, posłuchaj,
Wtedy Ci o cudach wyśnionych opowie.
_____________________________________
W Askalonie idziesz drogą,
Czasem kamień kopniesz nogą,
Patrzysz, zbirów dwóch się bije,
Gdzieś w uliczce biedak pije,
Ktoś wydala ekskrementy,
A ktoś śpiewa w łeb walnięty,
Ktoś kolędą ciszę brudzi,
Inny z ziółek napar studzi,
I gdy idziesz w Askalonie,
Radość wpada w twoje dłonie,
Gdy zobaczysz gdzieś na ścianie,
Plamę farby i brud na niej.
_________________________________

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz