Dla Ciebie leczę swoją paranoję,
Zwiedzam pokoje jeszcze mi nie znane,
Szukając światła w kompletnych ciemnościach,
Co rusz upadam, wpadając na ścianę,
Wstaję, upadam i wstaje raz jeszcze,
Uczę się patrzeć, dostrzegać gdzie jesteś,
Nieraz niechcący, wciąż patrząc pod nogi,
Nie zauważam że śpiewasz jak słowik,
Zły wtedy chodzę, a zło zaraz za mną,
Ono wpierdala mnie po głowę w bagno,
Wtedy raz jeszcze potrzeba Twych oczu,
Bym szedł środkiem drogi, nie stał na uboczu,
Ty jesteś mi siłą i jesteś mi wiarą,
Że coś lepszego mnie czeka za chwilę,
Gdy w kolejnym bagnie pogrążon po łokcie,
Uśmiechnij się z brzegu, bym poczuł że żyję.
poniedziałek, 28 stycznia 2013
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz